/ technologia

Roboty już zabierają ludziom pracę. Oto przykłady

Kiedy w roku 2000 Honda zaprezentowała robota ASIMO (advanced step in innovative mobility), wydawało się, że maszyny tego typu szybko staną się ważnym elementem naszej rzeczywistości, że będą się pojawiać w biurach, na ulicach, w punktach usługowych i dobierać ludziom etaty. To była zapowiedź czegoś dużego. Przynajmniej wtedy mogło się tak wydawać. Dzisiaj wiadomo, że rewolucja nie nastąpiła. W połowie bieżącego roku ASIMO przeszedł na emeryturę. Nie oznacza to jednak, że roboty nie zabierają pracy ludziom.

Honda poinformowała kilka miesięcy temu, że kończy z produkcją humanoidalnego robota i zamyka ten projekt. Nie były to jednak lata stracone dla firmy – wiedza zdobyta w tym czasie ma być wykorzystana w rozwijaniu innych maszyn. Tym razem bardziej praktycznych – wspomina się m.in. o transporcie czy pielęgniarstwie. I prawdopodobnie nie są to puste zapowiedzi – wystarczy przywołać urządzenia, które japoński producent zaprezentował w Las Vegas podczas tegorocznych targów CES. Określały je słowa Empower, Experience, Empathy, a zatem wzmocnienie, doświadczenie i empatia.

W tym zestawie pojawił się autonomiczny pojazd stworzony z myślą o jeździe w trudnym terenie, maszyna do transportu towaru, mobilny fotel, który można określić mianem wózka inwalidzkiego przyszłości, a do tego jeszcze robot pełniący funkcję… umilacza czasu, kompana. Na pierwszy rzut oka może się to wydawać szalone, ale podobne pomysły z przeszłości pokazały już, że ludzie są zainteresowani maszynami, które mogą zastąpić zwierzaki domowe.

Chociaż złośliwi stwierdzą, że ASIMO od początku był skazany na niepowodzenie, że była to raczej humanoidalna reklama japońskiego koncernu, a nie realna próba stworzenia wartościowej, przydatnej maszyny, to trudno zgodzić się ze stwierdzaniem, iż była ona całkowicie niepotrzebna. Ten projekt zachęcił do pracy inne podmioty, wyznaczył pewien kierunek rozwoju. I nie jest tak, że od roku 2000 niewiele się zmieniło w zakresie wykorzystywania robotów do pracy – systematycznie ich przybywa, pełnią różne funkcje, w niektórych przypadkach wciąż próbuje się je „uczłowieczyć”. Oto kilka przykładów.

Pepper

maxresdefault

Jeden z najgłośniejszych projektów z segmentu robotów w ostatnich latach. Pierwsza partia maszyn (tysiąc sztuk) została sprzedana w mgnieniu oka. Kupcy byli gotowi nie tylko wyłożyć jednorazowo ponad 1,5 tys. dolarów, ale też zobowiązać się do płacenia comiesięcznego abonamentu. Co dostają w zamian? Z pewnością nie robota, który zastąpi ich w codziennych obowiązkach. Pepper ma rozpoznawać ludzkie emocje i reagować na nie. Może opowiedzieć kawał, zaśpiewać, pocieszyć.

W jaki sposób można wykorzystać te umiejętności? Firmy stojące za projektem (znalazły się wśród nich wielkie azjatyckie korporacje) widzą pole do popisu m.in. w sektorze usługowym. Pepper mógłby być recepcjonistą, asystentem, przewodnikiem. Wspominano o pełnieniu roli towarzysza osób starszych czy pacjentów, można sobie wyobrazić, że maszyna tego typu zastępuje przynajmniej część urzędników. Pewnie pojawią się głosy, że powtórzy się historia ASIMO, ale w odpowiedzi wystarczy przywołać historię z… Opola.

Działająca w tym mieście firma Weegree pokazała, że rozwój robotyki to nie mit – jej recepcję prowadzi humanoidalna maszyna. Wita i żegna klientów, wskazuje drogę, udziela informacji. A jeśli nie jest w stanie samodzielnie pomóc, prosi o wsparcie żywych pracowników. W tym projekcie wykorzystano m.in. Peppera, ale polska firma nie poprzestała na tym urządzeniu, w swojej ofercie umieściła też kilka innych modeli, dla których tworzy oprogramowanie. Realna alternatywa dla żywego recepcjonisty? W dłuższej perspektywie czasowej pewnie tak.

Robear

gettyimages-464290556

Japończycy odgrywają bardzo ważną rolę na polu konstruowania robotów i wynika to z przynajmniej kilku czynników. Jednym z najważniejszych jest starzejące się społeczeństwo – będzie przybywać osób w podeszłym wieku, którymi trzeba się zaopiekować. Jednocześnie zauważalny stanie się brak rąk do pracy, który szybko może się przełożyć na poważne problemy gospodarcze. Dlatego to w Kraju Kwitnącej Wiśni powstają maszyny typu Robear.

Projekt rozwijany od kilku lat, każda kolejna wersja jest lżejsza i bardziej funkcjonalna. Maszyna już teraz potrafi podnieść pacjenta z łóżka czy wózka inwalidzkiego. Można sobie zatem wyobrazić, że z takim asystentem w zawodzie pielęgniarki nadal dobrze radziłaby sobie wątła kobieta w podeszłym wieku. To oczywiście przy założeniu, że maszyny nie byłyby w stanie wykonywać wszystkich czynności związanych z tą profesją.

K5

iReviews-Knightscope-K5-Security-Robot_2

Tym razem maszyna, która ma pełnić rolę ochroniarza. Zbudował ją startup Knightscope, a decydenci tej firmy żywią nadzieję, że w przyszłości ich produkt będzie pilnował porządku w obiektach sportowych, urzędach, biurowcach, szkołach, galeriach handlowych… Maszyna nie posiada kończyn, porusza się na kółkach i została naszpikowana masą elektroniki. Należy odkreślić, że lista firm korzystających z tego produktu rośnie i już teraz znajdziemy na niej np. Microsoft. K5 działa już w kilkunastu amerykańskich miastach.

W założeniu nie jest to robot, który zostanie wysłany do tłumienia zamieszek – on ma raczej patrolować i informować, gdy coś się dzieje. Godzina pracy urządzenia będzie tańsza, niż godzina ludzkiej pracy, a to powinno skłaniać firmy do zamawiania maszyn – zwłaszcza, gdy wzrośnie płaca minimalna. Warto jednak dodać, że projekt wciąż jest w fazie rozwoju o czym świadczą wypadki z udziałem K5. Kilka kwartałów temu o robocie zrobiło się głośno, ponieważ wpadł do fontanny w galerii handlowej. Nie brakowało żartów na temat samobójstwa elektronicznego ochroniarza…

Roboty restauracyjne

Firma Bear Robotics przekonuje, że stworzyła pierwszego robota, który ma nie tyle zastąpić kelnera, co wesprzeć go w pracy. Maszyna ma dosłownie odciążyć pracownika, zająć się dostarczeniem posiłku do stolika. Co w takim razie będzie robił kelner? Zbierał zamówienia, rozmawiał z klientami, czuwał nad tym, by wszyscy byli zadowoleni. Osoby wykonujące ten zawód pewnie stwierdzą, że takiego pomocnika chętnie zobaczyliby w swoim miejscu pracy.

Jednocześnie można jednak wskazać na restauracje, które chcą całkowicie zastąpić żywych pracowników, zwłaszcza kelnerów, robotami. Kilka lat temu głośno było o takiej mechanicznej załodze w restauracji w Chengdu, ale na podobny pomysł wpadli przedsiębiorcy z miast Harbin, Suzhou, czy Yinan. Zazwyczaj ich zadaniem jest zbieranie zamówień i przewożenie dań do stolików, lecz pojawiają się też asystenci kuchenni.

Czy wynika to z chęci cięcia kosztów? Gdy mowa o Chinach, płace nie są najważniejszym czynnikiem – kupienie i utrzymanie robota wciąż jest droższe od zatrudnienia człowieka. Za taką inwestycją przemawia jednak możliwość wyróżnienia się na tle innych restauracji: robot–kelner po prostu przyciąga klientów, którzy chcą doświadczyć czegoś nowego nie tylko w kwestii kulinariów. Gdy ten czynnik przestanie działać, może się okazać, że nadszedł już czas, gdy robot jest tańszym pracownikiem.

Atlas

5bc02572dda4c86b028b4639

Firma Boston Dynamics od kilku lat skupia na sobie uwagę milionów internautów, zrobiło się o niej szczególnie głośno, gdy biznes kupiła korporacja Google (potem sprzedała go japońskiemu gigantowi, firmie SoftBank). Wrażenie robi szczególnie progres, jaki prezentuje amerykańskie przedsiębiorstwo: jeszcze parę lat temu roboty ich produkcji były bardzo ociężałe, dzisiaj zaskakują skocznością, elastycznością, zwinnością. Furorę na YouTube robią filmy z ich udziałem, maszyny wykonują na nich karkołomne ewolucje łącznie z saltami w tył.

Jedną z „gwiazd” firmy jest Atlas, humanoidalny robot, który co prawda nie trafił jeszcze na rynek, ale w przyszłości zapewne się to zmieni. Maszyna może być wówczas pożądana w sklepach czy magazynach, w których będzie przenosić ciężkie przedmioty. Zastosowanie dla niego znajdzie się zarówno na placu budowy, jak i podczas gaszenia pożaru. Pomysł, by przynajmniej niektóre zadania wykonywały za strażaków roboty nie jest nowy i trwają prace w tym kierunku.

Drukarki budowlane

Robot zdecydowanie nie musi wyglądem przypominać człowieka, by ten ostatni zaczął myśleć o swojej zawodowej przyszłości. Doskonałym przykładem są tu drukarki 3D. I tym razem nie chodzi o małe urządzenia, z pomocą których można stworzyć plastikowy kubek, lecz wielkie urządzenia wykorzystywane w branży budowalnej. Na całym świecie przybywa firm, które je tworzą lub korzystają z pracy tych narzędzi. Jedno z tych ostatnich nosi nazwę Vulcan.

Drukarka tego typu może zbudować dom w ciągu doby i będzie to kosztowało 4 tysiące dolarów. Vulcan nie zastępuje jednego kelnera czy jednej pielęgniarki – on wyręcza ekipę budowlaną. Nie oznacza to oczywiście, że za chwilę domy na całym świecie będą tworzone przez drukarki – na razie ten sprzęt ma znaleźć zastosowanie w najuboższych rejonach naszej planety czy w miejscach, które nawiedziły klęski żywiołowe. Można jednak zakładać, że na tym się nie skończy.

T-HR3

Mjk4NzI0OA

Maszyna stworzona przez korporację Toyota nie działa autonomicznie – to robot humanoidalny, który jest zsynchronizowany z operatorem. Ten ostatni wykonuje ruchy, które są odwzorowywane przez robota. Ciało człowieka pokryte jest zestawem czujników, by dokładnie odwzorować działania poszczególnych kończyn, a nawet palców. Maszyna potrafi utrzymać równowagę podczas wykonywania ruchów chociaż waży 75 kg – pod tym względem rzeczywiście przypomina człowieka.

Zapewne pojawi się pytanie o sens tworzenia takiego robota: przecież on nie zastępuje człowieka w 100%, potrzebny jest operator. W odpowiedzi można napisać, że taki sprzęt przyda się w miejscach, które nie sprzyjają ludziom – chociażby w przestrzeni kosmicznej czy na obszarze dotkniętym przez klęskę żywiołową. Ale to nie wszystko – produkt Toyoty może wpłynąć na rynek pracy bardziej niż się nam wydaje.

Rozwiązaniem tej zagadki jest zatrudnianie ludzi w słabo rozwiniętych częściach globu. Japonia to kraj stosunkowo zamknięty na imigrantów i zamiast zmieniać politykę w tym obszarze, państwo może korzystać z usług operatorów ulokowanych w innych krajach azjatyckich czy w Afryce. Tam zostaną zawiezione moduły sterowania, zatrudni się tanią siłę roboczą, a na miejscu będą działały zdalnie sterowane roboty. Granice pozostaną zamknięte, zdalnym pracownikom zapłaci się mniej niż Japończykom. Gdyby ten plan wypalił, pod znakiem zapytania może stanąć proces przenoszenia kolejnych fabryk do krajów słabiej rozwiniętych. Nie oznacza to jednak, że na miejscu utrzymają się etaty…
...

Jak widać, nie brakuje przykładów robotów, które trafiły już na rynek pracy. Także tych humanoidalnych. Nie jest zatem tak, że ASIMO zapowiedział zmiany, do których nie doszło i nie dojdzie. Tempo przemian może nie jest tak szybkie, jak zakładano na przełomie wieków, ale stają się one coraz bardziej zauważalne. Wkrótce mogą oddziaływać na większą skalę, kolejne grupy zawodowe zmierzą się z wyzwaniami, jakie niesie automatyzacja. Jedne branże zmierzą się z tym za parę lat, inne za pięć lub dziesięć, ale trudno mówić tu o bezpiecznych profesjach. Dlatego warto już dzisiaj pomyśleć o dokształcaniu się, zdobywaniu nowych umiejętności…