/ technologia

Polski rynek gier świetnie się rozwija. Ale potrzebuje specjalistów

Jak połączyć przyjemne z pożytecznym? Wiele osób odpowie: robiąc gry! Jeszcze kilka lat temu oprogramowanie tego typu było nierzadko postrzegane głównie przez pryzmat zabawy. Dzisiaj również mówi się o aspekcie rozrywki, ale dochodzi do tego kwestia biznesu. Wielkiego biznesu, już teraz wycenianego na ponad 100 mld dolarów. Kolejne lata przyniosą dynamiczny rozwój sektora – to świetna informacja dla programistów, ale też np. artystów.

Przeszło siedem lat minęło od momentu, gdy premier Donald Tusk podarował prezydentowi Barackowi Obamie grę Wiedźmin 2. Ów prezent różnie był komentowany, ta historia wracała nawet po kilku latach. Od tego czasu wiele działo się nie tylko na polskiej i amerykańskiej scenie politycznej – bardzo poważne zmiany zaszły w sektorze gier. Zarówno globalnym, jak i rodzimym. Ten ostatni może się chwalić nie tylko sukcesem Wiedźmina.

Tort warty ponad 100 mld dolarów, setki polskich firm w grze

A detailed close-up of a classical building on a five euro note
Photo by Didier Weemaels / Unsplash

Firma badawcza Newzoo wyliczyła, iż w roku 2017 wartość globalnego rynku gier wyniosła ponad 108 mld dolarów. W roku 2020 powinno to już być około 130 mld dolarów. Jak to wygląda w przypadku Polski? Nasz kraj nie może się pochwalić dużymi liczbami, ale też trudno przejść obojętnie obok wyniku: wartość polskiego rynku gier wideo to ponad 1,8 mld zł. Za parę lat przekroczona zostanie granica 2 mld zł. Gdyby w sektorze działało kilka polskich firm, niewielkich graczy egzystujących obok zagranicznych gigantów, taka przestrzeń mogłaby wystarczyć. Ale Polacy biorą szturmem wirtualną rozrywkę i nie mieszczą się na własnym podwórku.

Gdy zajrzymy do raportu Kondycja polskiej branży gier ’17, przygotowanego m.in. przez Krakowski Park Technologiczny, okaże się, że w Polsce funkcjonuje już grubo ponad 300 firm tworzących gry. Wedle niektórych szacunków, może to być nawet 400 podmiotów. Część czytelników pewnie złapie się za głowę: mamy kilkaset firm wielkości CD Projekt? Nie, do tego droga daleka – zdecydowana większość przedsiębiorstw zatrudnia kilka osób, to po prostu mikro firmy. I chociaż różnią się wielkością, to zmagają się z podobnymi problemami. Jednym z najpoważniejszych jest niedobór wykwalifikowanych pracowników.

Brakuje programistów. Ale też grafików

Man in striped apron paints canvases in Bardolino
Photo by Eddy Klaus / Unsplash

Przywołany raport nie pozostawia złudzeń: rozwój polskiej branży gier wideo hamuje w poważnym stopniu brak ludzi z odpowiednim wykształceniem i doświadczeniem. Przedsiębiorstwa potrzebują grafików, animatorów, projektantów, producentów, jak również specjalistów od marketingu czy PR. Najbardziej doskwiera jednak brak programistów – wskazuje na to aż 60% respondentów! Czy popyt na deweloperów w najbliższych latach spadnie? Wydaje się to bardzo mało prawdopodobne – blisko 80% polskich firm planuje zatrudnić nowych pracowników. Jeśli dorzucimy do tego zapotrzebowanie na specjalistów w innych sektorach gospodarki i popyt ze strony zagranicznych firm, okaże się, że o programistów trzeba się będzie bardzo starać.

To świetna wiadomość dla osób, które dopiero wkraczają na ten rynek pracy, jak i dla ludzi planujących karierę dewelopera. Pensje zaczynające się od kilku tysięcy złotych i liczne benefity zachęcają do podjęcia nauki programowania w ramach bootcampów czy kursów online. Dla części kursantów pieniądze mogą być jednak kwestią drugorzędną – na pierwszy plan wysuwa się możliwość tworzenia gier, które mają szansę stać się globalnym hitem albo przynajmniej wzbudzić zainteresowanie mediów i rzeszy graczy.

Producentów gier nie brakuje na GPW


Photo by Markus Spiske / Unsplash

Po erze Wiedźmina, a raczej Witchera, bo gra sprzedawała się głównie poza granicami Polski, pewnie niejeden fan cyfrowej rozrywki marzył o tym, by pracować w CD Projekt. Teraz te marzenia podsycają doniesienia na temat Cyberpunk 2077 – kolejnego wielkiego tytułu tworzonego przez warszawskie studio. Zwiastun gry zaprezentowany podczas niedawnych targów E3 w Los Angeles przypomniał branży, że polski gamedev ma duże ambicje.

Wszyscy chętni do CD Projekt nie trafią – firma wyceniana już na blisko 18 mld złotych zatrudnia kilkaset osób i niewiele wskazuje na to, by sytuacja miała się radykalnie zmienić. Pamiętajmy jednak o potrzebach pozostałych kilkuset przedsiębiorstw. Część z nich zdołała już podbić światowe rynki.

Do tego grona z pewnością można zaliczyć Techland (jeden z największych graczy, nie jest notowany na GPW), w którego portfolio znajdziemy m.in. Dying Light. Sławę 11 bit studios przyniosła kilka lat temu gra This War of Mine i firma potrafiła to wykorzystać, dostarczyła na rynek dobrze przyjęty Frostpunk. Dużo, choć nie do końca dobrze, mówiło się w ostatnich kwartałach o CI Games, które nie podbiło rynku tytułem Sniper: Ghost Warrior 3, ale też nie załamało się pod ciężarem krytyki. Na stołecznym parkiecie znajdziemy jeszcze Vivid Games czy Bloober Team oraz szereg innych firm. Najciekawsze jest to, że grono podmiotów notowanych na giełdzie ciągle rośnie.

Polacy uwierzyli w swoje siły, a co najważniejsze, zrozumieli, że nie trzeba tworzyć gier z segmentu AAA, czyli najdroższych tytułów za dziesiątki czy nawet setki milionów złotych, by solidnie zarobić i zyskać rozgłos. Świetnymi przykładami wspomniane już This War of Mine, ale też SUPERHOT czy The Vanishing of Ethan Carter. Ten ostatni tytuł pojawił się na rynku także w specjalnej wersji VR, czyli przygotowanej z myślą o virtual reality – Polacy dostrzegają nisze, nowinki czy większe zmiany i nie boją się ryzykować, eksplorują nowe kierunki rozwoju.

Przyszłość to rynek mobilny?


Photo by Caspar Rubin / Unsplash

Dobrym przykładem odnajdywania się w realiach jest studio T-Bull S.A., które postawiło na segment gier mobilnych. Spółka notowana na New Connect zamierza przenieść się na główny parkiet w Warszawie i robi to w oparciu o naprawdę dobre liczby. Wystarczy wspomnieć, że łączna liczba pobrań gier wyprodukowanych przez wrocławskie przedsiębiorstwo przekroczyła 320 milionów. Warto przy tym dodać, że segment mobile stał się najmocniejszą częścią składową globalnego sektora gier wideo. Wspomniana już firma analityczna Newzoo podała, że branża w ubiegłym roku wygenerowała przychód wysokości prawie 109 mld dolarów, z czego ponad 40% dała sfera mobile, czyli gry na smartfony i tablety.

Olbrzymi wpływ na te dane ma region Azji i Pacyfiku, gdzie gry mobilne cieszą się już teraz dużym zainteresowaniem. A wraz z popularnością idą duże pieniądze. Fińskie studio Supercell stojące m.in. za grą Clash of Clans, zostało kilka lat temu wycenione na ponad 10 mld dolarów. Chiński koncern Tencent kupił niemal 85% udziałów w Supercell za 8,6 mld dolarów. Mniej więcej w tym samym czasie korporacja Activision Blizzard kupiła za niespełna 6 mld dolarów studio King, w którego portfolio znajdziemy Candy Crush Saga. Firmą, która przez kilka lat święciła tryumfy i była nawet nazywaną duchową spadkobierczynią Nokii, było fińskie Rovio najbardziej znane z tytułu Angry Birds. Obecnie studio przeżywa trudne czasy, ale warto pamiętać o tym, jak dużo szumu udało się przez kilka lat zrobić wokół jednej gry mobilnej. Zrobić szumu i zarobić pieniędzy.

Przywołane przykłady mogą motywować polskich deweloperów. Nie oznacza to oczywiście, że za chwilę niczym grzyby po deszczu będą się pojawiać firmy z wielkimi hitami, a obce korporacje zaczną płacić za nie miliardy dolarów. Jednocześnie jednak nie można wykluczać, że komuś ta sztuka się uda. Nim do tego dojdzie, pojawią się kolejne przedsiębiorstwa tworzące gry, starsze firmy będą dostarczać nowe tytuły, z pewnością o wielu z nich usłyszymy. Podobnie jak reszta świata. O ile oczywiście rynku nie zniszczy brak odpowiednio wykwalifikowanych pracowników…

Interesujesz się programowaniem? Rozwiń swoją karierę, sprawdź nasze kursy, lub odwiedź naszą stronę : www.zmienkariere.pl