/ technologia

Facebook ma poważne problemy. Nie chodzi tylko o kryzys na giełdzie

Najczarniejszy dzień w historii Facebooka – tak niektórzy podsumowali moment wielkiego spadku wartości papierów wartościowych korporacji, do którego doszło pod koniec lipca bieżącego roku. Jedni stwierdzili, że to początek końca niebieskiej społecznościówki, drudzy mówią o pękającej bańce na rynku firm technologicznych. Nawet, jeśli uznamy, że był to tylko niewiele znaczący epizod, trzeba przyznać, że korporacja Zuckerberga zmaga się z licznymi problemami, które mogą być sporym obciążeniem.

Przed opublikowaniem raportu kwartalnego Facebooka za okres kwiecień – czerwiec 2018 roku, Mark Zuckerberg znajdował się na podium w zestawieniu najbogatszych ludzi świata. Pozycja, na którą pracował kilka ostatnich lat, miejsce zapewnione za sprawą udziałów w firmie, którą współtworzył, a którą teraz zarządza. Z powodzeniem – serwis społecznościowy ciągle rośnie w siłę, imperium powiększa się o nowe nabytki, zauważalny jest wzrost przychodów i zysków. Sielanka trwała naprawdę długo. Tym boleśniejszy musiał być cios, jaki ostatnio przyjęli firma i jej szef.

Największa strata w historii Wall Street

Black and white photo of the street sign for Wall St in New York City
Photo by Rick Tap / Unsplash

Po przedstawieniu raportu kwartalnego szybko stało się jasne, że inwestorzy nie będą mieli litości dla Facebooka. W handlu posesyjnym akcje taniały nawet ponad 20%. Ostatecznie kapitalizacja skurczyła się o 19%, ale i tak oznaczało to blisko 120 mld dolarów ubytku. Wcześniej nie zdarzyło się, by firma notowana na Wall Street jednego dnia straciła aż tyle na wartości. Zaczęto przywoływać czasy pękania bańki dotcomowej z przełomu wieków, kiedy to kapitalizacje firm IT kurczyły się o grube miliardy. O tamtych czasach zapomniała już jednak spora część inwestorów – niektórym wydawało się pewnie, że współczesny gigant IT nie może zaliczyć podobnej katastrofy.

Dla samego Zuckerberga ta przecena oznaczała skurczenie majątku o kilkanaście miliardów dolarów. Nadal znajduje się w gronie najbogatszych ludzi świata, jego majątek wciąż wycenia się na dziesiątki miliardów dolarów, ale dla młodego CEO był to kolejny cios, twardy orzech do zgryzienia w ostatnich miesiącach. Rok 2018 raczej nie będzie przez niego wspominany jako ten najbardziej udany, lekki i przyjemny.
Wszystkiemu winne wyniki?

Patrząc na skalę spadków, można odnieść wrażenie, że Facebook zaprezentował koszmarne dane w raporcie i wszystkich tym zaskoczył. Tymczasem firma poinformowała, że jej przychody w poprzednim kwartale wyniosły 13,23 mld dolarów. Dla porównania w analogicznym okresie roku 2017 było to 9,32 mld dolarów. O ponad miliard dolarów wzrósł zysk, który przekroczył już 5 mld. Liczba aktywnych miesięcznie użytkowników serwisu wzrosła o 11% do 2,23 mld. To nie wygląda, jak raport firmy z wielkimi problemami, ale…

Prognozy analityków wskazywały na lepsze wyniki. Nieznacznie, ale jednak. Swoje zrobiła też wypowiedź szefa finansów korporacji, który zapowiedział gorsze dane w kolejnych raportach kwartalnych. Oznacza to jednak nie tyle spadki, co hamowanie wzrostu. Do tej pory firma rozwijała się w hiper tempie, najwyraźniej nadszedł tego kres. Teraz będzie po prostu solidny wzrost. Jednak to nie gorsze zyski powinny martwić akcjonariuszy.

Od pokłosia afery Cambridge Analytica…

Two CCTV cameras on a gray wall
Photo by Scott Webb / Unsplash

Ta historia przypomina scenariusze thrillerów politycznych, łączą się w niej wielki biznes, wybory, osiągnięcia grupy naukowców i nowe technologie, w tym przypadku media społecznościowe oraz big data. Na początku roku głośno zrobiło się o firmie Cambridge Analytica, która nie ukrywała faktu, iż miała wpływ na wyniki wyborów prezydenckich w USA. Ba, chwaliła się tym, że z jej pomocą Donald Trump trafił do Białego Domu. Pomogła też zwolennikom brexitu osiągnąć korzystny wynik w referendum na Wyspach. Może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że wykorzystywano dane o użytkownikach Facebooka. Milionach użytkowników. I to dane pozyskane nie do końca legalnie.

Pochodziły one m.in. z różnego typu quizów czy ankiet, których nie brakuje w mediach społecznościowych. Przy okazji tej afery sporo mówiono o aplikacji This Is Your Digital Life, ale na niej sprawa się nie kończy. Co ciekawe, przy jej wykorzystaniu zbierano informacje nie tylko na temat osób ankietowanych, ale też ich znajomych. Nagle okazało się, że w ten sposób sprofilowano kilkadziesiąt milionów osób. Najpierw podawano liczbę 50 mln, potem ponad 80, ale dodawano, że skala może być jeszcze większa.

Pozyskanie informacji na temat internautów pomagało stworzyć przekaz, który mógł do nich najlepiej trafić. Wracamy zatem do mediów społecznościowych, bo to w nich tworzono kampanie. Te ostatnie nie były już skierowane do wszystkich – z pomocą danych tworzono „bańki informacyjne”, w których zamykano użytkowników/wyborców. Czy Facebook reagował? Nieszczególnie. Miał jednak powód, by przymknąć oko na działania tego typu: firma zarabia przecież na reklamach. Kampanie wyborcze oznaczały wzrost wpływów. Dodatkowo posty trafiały na podany grunt, więc wywoływały emocje, zainteresowanie odbiorców – serwis na dłużej zatrzymywał przy sobie ludzi.

Tych wydarzeń nie udało się zamieść pod dywan. Mark Zuckerberg musiał zmierzyć się z lawiną pytań nie tylko ze strony mediów, użytkowników serwisu czy organizacji pozarządowych – sprawę wzięły pod lupę senackie komisje w USA, władze Wielkiej Brytanii czy europarlamentarzyści. O ile w USA przesłuchanie przybierało czasem formę tragikomedii (okazało się, że część polityków nie ma pojęcia, jak działa Facebook, szerzej media społecznościowe), o tyle w Europie CEO wielkiej firmy musiał się zmierzyć z falą trudnych i rzeczowych pytań. Na sporą część z nich jednak nie odpowiedział…

Pokłosiem tej afery jest m.in. bankructwo firmy Cambridge Analytica. To jednak niewiele zmienia, bo podobnych podmiotów jest więcej – w przyszłości mogą one wykorzystać Facebooka na tej samej zasadzie. Serwis zapewnia jednak, że zrobi wszystko, by uniknąć takiej wpadki – ma się baczniej przyglądać temu, kto i jak zdobywa informacje, jak je wykorzystuje. Jeśli rzeczywiście do tego dojdzie, to w bliższej i średniej perspektywie czasowej może mieć to negatywny wpływ na finanse korporacji.

… przez fake newsy i teorie spiskowe…

Kolejny problem dotyczy nieprawdziwych informacji rozprzestrzenianych z pomocą mediów społecznościowych – nie tylko Facebooka, ten proceder dotyka także YouTube’a czy Twittera. Firma Zuckerberga przez dłuższy czas tłumaczyła, że nie chce usuwać takich treści, ponieważ nie chce się angażować, woli pozostać neutralna. Stoi to jednak w sprzeczności z innymi działaniami serwisu – przecież fb deklaruje, iż nie będzie tolerował mowy nienawiści, udowodniono także, iż swego czasu w serwisie preferowano treści o zabarwieniu lewicowym.

Społecznościówka zapowiadała różne rozwiązania dla tego problemu, ale nie deklarowała, iż będzie po prostu usuwać fake newsy. Dlaczego? Ponownie wkraczamy na pole zainteresowania odbiorców: nieprawdziwe informacje, teorie spiskowe wywołują spore emocje, przyciągają uwagę internautów. Te treści po prostu „się sprzedają”. A wraz z nimi sprzedawać można reklamy i zarabiać. Przy modelu biznesowym stosowanym przez Facebooka trudno pozbywać się stron angażujących społeczność – nawet, jeśli są one szkodliwe dla mas.

… po mowę nienawiści i pogromy


Photo by Gem & Lauris RK / Unsplash

Przywołana już mowa nienawiści nie ogranicza się do nazwania kogoś idiotą pod jego wpisem w niebieskim serwisie. Kilka miesięcy temu przedstawiciele ONZ przekonywali, że Facebook odegrał istotną rolę w nakręcaniu spirali przemocy w Birmie (Mjanma). Azjatyckie państwo zmaga się od jakiegoś czasu z kryzysem wywołanym prześladowaniami wymierzonymi w Rohindżów, muzułmańską mniejszość. Setki tysięcy ludzi zostały zmuszone do opuszczenia swoich domów, dochodziło do masowych mordów i gwałtów, pacyfikowane były całe miejscowości. Niektórzy mówią nawet o ludobójstwie.

Serwis społecznościowy był wykorzystywany do szerzenia skrajnie rasistowskich treści, to za jego pośrednictwem posłuch znajdowali radykałowie nawołujący do rozprawienia się z mniejszością. Facebook odgrywa w tym państwie naprawdę ważną rolę i to nie tylko w życiu prywatnym – to kanał wykorzystywany do komunikacji także przez władze. Korporacji Zuckerberga zarzuca się teraz zbyt opieszałe działanie, a nawet bierność. Firma, która na Zachodzie usuwa posty z klasykami malarstwa prezentującymi nagość, która przekonuje, jak ważne są dla niej np. mniejszości LGBT, nie była w stanie zablokować swej przestrzeni dla ludzi nawołujących publicznie do popełniania zbrodni.

Problemów jest więcej

Przywołane przykłady nie wyczerpują listy problemów, z jakimi zmaga się serwis społecznościowy. Wciąż padają pytania/oskarżenia dotyczące wykorzystywania platformy przez rosyjskie służby. Za pośrednictwem trolli tworzących wiele profili i rozprzestrzeniających masę informacji, nierzadko nieprawdziwych, miały one wpływać na wyniki wyborów prezydenckich w USA czy referendum na temat brexitu.

Facebook zderzył się też ze skutkami RODO w Europie – wyniki kwartalne pokazały, że liczba użytkowników serwisu na Starym Kontynencie uległa skurczeniu. I nawet jeśli uznamy, że to jednorazowy odpływ, trzeba w końcu przyjąć do wiadomości, że w Europie i USA, a zatem na rynkach, które przynoszą korporacji wielkie zyski, kończą się możliwości wzrostu: firma zbliża się tu do sufitu, gdy mowa o pozyskiwaniu nowych użytkowników. Jeśli Facebook chce zarabiać więcej, będzie musiał podkręcić wpływy na innych kontynentach lub znaleźć nowe sposoby monetyzacji europejskich i amerykańskich odbiorców. W obu przypadkach może to jednak być ryzykowne – wracamy do afery Cambridge Analytica i kwestii zarabiania na danych użytkowników oraz reklam.

Walka z fake newsami, mową nienawiści czy trollami będzie z kolei wymagała opracowywania nowych rozwiązań i zatrudniania kolejnych pracowników. Nawet, jeśli Facebook będzie to robił za pośrednictwem zewnętrznych firm, by uniknąć poszerzania własnej listy płac, musi się liczyć z poważnym wzrostem wydatków. To samo dotyczy tworzenia nowych produktów i usług, dbania o innowacyjność. Rosnące koszty będą zjadały zyski, co z pewnością niepokoi inwestorów.

Początek końca?

Patrząc na to wszystko, można zadać pytanie: czy Facebook znalazł się w poważnym kryzysie, który zagraża jego rozwojowi, a nawet istnieniu? Nie. Mówienie czy pisanie o początku końca tej firmy jest poważnie przesadzone. Nagły spadek wartości akcji nie oznacza, że użytkownicy powinni szukać sobie miejsca w innych społecznościówkach. Gdy na jaw wyszły manipulacje związane z Cambridge Analytica kurs papierów wartościowych też przez jakiś czas nurkował, ale stosunkowo szybko zdołano to odrobić. Teraz może być podobnie.

Zuckerberg i spółka będą się musieli tłumaczyć z niektórych działań lub opieszałości, zapewne zapłacą większe i mniejsze kary, ale to nie uśmierci firmy. Ludzie i biznes nie porzucą tej platformy, całego ekosystemu, jaki zbudowała. Korporacja mniej lub bardziej świadomie popełnia błędy, bo wcześniej tą drogą szło niewiele firm, czasem musi ona wręcz wytyczać szlak. A to prowadzi do błędów. Istotą sprawy jest, by umieć na nie odpowiednio reagować. Facebook prawdopodobnie sobie z tym poradzi.