/ kobiety w IT

„Ania, chodź, zobacz, HTML'a mieliśmy w szkole. To taki język znaczników do pisania stron internetowych”- I tak się zaczęło 10 lat w branży IT.

Czasem mówi się, że niektóre osoby urodziły się po to, aby robić konkretną rzecz. Jedni nazywają to przeznaczeniem, a inni pasją. Patrząc na drogę w branży IT, jaką w ciągu 10 lat pokonała Pani Anna Guz, można mieć wrażenie, że coś w tym jest. Potrzeba bowiem nie tylko wielkich umiejętności, aby spełnić się jako programista, ale także miłości do tej dziedziny. Równomierne połączenie tych cech pozwala poczuć się, jak ryba w wodzie i odnosić prawdziwe sukcesy.

Pani Anna obecnie pracuje jako Front-End Developer. Jednocześnie jest wykładowcą w szkole programowania w Warszawie. Swoją przygodę z programowaniem zaczęła dość wcześnie, ponieważ jeszcze w szkole średniej. Warto jednak pamiętać, że były to czasy, gdy cyberświat był owiany tajemnicą. Nikt nie wiedział, na czym polega praca programisty, ani tym bardziej, jak się do niej przygotować. I tu pojawia się magiczny element zwany pasją! Gdy jest się zakochanym w jakiejś dziedzinie, nie staną nam na drodze żadne mury. Nie postrzegamy swego zajęcia jako pracę, a raczej hobby, dlatego rozwijamy je ze zwykłej ciekawości. Tak też było w Pani przypadku?

- Tak a zaczęło się po obejrzeniu filmu „Hakerzy” z Angeliną Jolie (…) To było fajne, główni bohaterzy pisali wirusy, włamywali się do systemów i w ogóle spodobał mi się ten cyfrowy świat, cyfrowe przestrzenie... Myślałam wtedy: Super! Chciałabym coś takiego tworzyć!

Dla młodej osoby pełnej życia, która posiada wiele pasji i zainteresowań, nieznane nikomu programowanie było zapewne jak odkopywanie ukrytego skarbu. Kwestie IT były wtedy dość trudne do poruszenia, ale jak to w przypadku przeznaczenia bywa, w końcu nadszedł ten odpowiedni czas. Czy pamięta Pani pierwszą styczność z programowaniem?

- Kiedy mój brat zaczął uczyć się w studium informatycznym, przyszedł do mnie po zajęciach i powiedział: „Ania, chodź, zobacz, HTMLa mieliśmy w szkole. To taki język znaczników do pisania stron internetowych”. No i mi się to spodobało. Pokazał mi podstawy, edytor, pamiętam, jeszcze wtedy to był „Zajączek” i zostawił mnie z tematem, a ja oczywiście strasznie się wkręciłam.

Wygląda na to, że wystarczy postawić jeden krok, a potem każdy kolejny jest już łatwiejszy. W końcu sukces jest miarą wielu takich małych kroczków. Jak jednak zacząć, gdy przed nami otwiera się cały ocean wcześniej nieznanych możliwości?

- W internecie poszukałam kursów i zaczęłam je przerabiać, czytałam dokumentacje i testowałam każdy znacznik HTML z różnymi atrybutami, sprawdzając, jak zadziała. Tak nauczyłam się HTML, potem CSS, a jak to ogarnęłam, zaczęłam uczyć się PHP. Robiłam strony dla znajomych i znajomych znajomych. Szukałam też klientów, żeby złapać doświadczenie. Poszłam na studia informatyczne, bo chciałam kształcić się w kierunku informatycznym, chciałam być programistą. We własnym zakresie programowałam.

Jak Pani Anna zaznacza, w tej branży nie liczą się papiery, a doświadczenie, umiejętności i chęć do nauki. Nie trzeba mieć ukończonych studiów informatycznych, żeby być dobrym programistą. Opcji jest wiele. Aby być naprawdę dobrym, warto skupić się na konkretnym kierunku i go rozwijać do perfekcji.

- Od samego początku ciągnęło mnie do robienia stron internetowych. Nie chciałam się zajmować programowaniem aplikacji systemowych, a internetowych. Nie chciałam też zajmować się wszystkim: kodowaniem, projektowaniem graficznym, pozycjonowaniem itp. Jestem trochę artystyczną duszą, więc kręci mnie to, co widać, efekty wizualne, interakcja. Chciałam się skupić tylko na pracy frontendowej, żeby mieć wpływ na efekt końcowy dla użytkownika aplikacji internetowych i w tym kierunku się rozwijać. Postanowiłam poszukać pracy jako programista frontend.

To chyba wcale nie było takie łatwe, ale czy udało się?

- Udało się. Następnie, po prawie dwóch latach zmieniłam pracodawcę na Agorę. Była to dla mnie duża szansa, żeby się rozwinąć. Pracowałam przy serwisie gazeta.pl i gazetapraca.pl. Przez 5 miesięcy dojeżdżałam codziennie pociągiem 1,5h, po czym postanowiłam przeprowadzić się do stolicy na stałe.

thumbnail_ja

Czyli ma Pani długą drogę za sobą, w której podstawą była wielka wytrwałość. Obecnie pracuje Pani w startupie CyberVadis. To dość nietypowe zajęcie. Jak wygląda Pani standardowy dzień w pracy?

- Oj tak, dużo wytrwałości i ciągłego rozwoju w branży. Wbrew temu, co wielu osobom może się wydawać, mój standardowy dzień w pracy to nie jest 8 godzin klepania w klawiaturę. Nie. Czasem nawet nie ma kiedy poklepać, bo cały dzień się spędzam na spotkaniach. Pracujemy w scrumie, w 2-tygodniowych sprintach. Praca w tej metodologii wiąże się z tym, że mamy spotkania, na których m.in. ustalamy plan pracy lub szacujemy wielkość historyjek, grając w story-pointowego pokera. Nie ma zamkniętych pomieszczeń. Pracujemy na open space, co pomaga zespołowi w komunikowaniu się. Co prawda, czasem jest głośno, bo kręci się dużo osób, ludzie rozmawiają ze sobą nawzajem, czasem trudno się skupić. Mamy też salki i możemy w nich pracować jeśli chcemy. Czasem z tego korzystam. Po porannej kawce zabieram się za kodowanie. Jeśli jest meeting– idę na niego. Około południa mamy stand'up, czyli krótkie spotkanie wszystkich członków naszego zespołu, podczas którego mówimy o postępach prac nad projektem i ewentualnie, jak sobie możemy pomóc, jeśli mamy jakieś problemy. Spotkanie, obowiązkowo na stojąco i przy tablicy. Po standupie, szybki meczyk, oczywiście, w piłkarzyki, a po piłkarzykach – lunch. Po lunchu wracamy do pracy. Kodowanie lub spotkania – to zależy od dnia. Kawa, ciastko, praca, herbata, meczyk, praca, spotkanie, kawa, praca, itd.

Jest więc wiele przyjemności i raczej swobodna atmosfera, ale na pewno nie obejdzie się także bez stresu związanego ze zbliżającym się deadline'm lub ewentualnymi poprawkami. Co jest najtrudniejsze w Pani pracy?

- Najtrudniej jest zachować tempo. Frontendowe technologie się bardzo szybko rozwijają i dobrze jest za nimi nadążać, żeby nasze kompetencje się nie „przeterminowały”. To jest trudne zwłaszcza, jak ma się dziecko i bardzo mało wolnego czasu. Wracam do domu, spędzam popołudnie z dzieckiem, a jak położy się spać, zabieram się za naukę. Informatyka to ocean wiedzy. Programowanie to temat tak obszerny, że spokojnie na emeryturze mogłabym się jeszcze uczyć nowych rzeczy. I pewnie tak będę robić, bo teraz brakuje mi na niektóre rzeczy czasu. W tej branży ciągle coś się zmienia.

Brak czasu i wiele wyzwań, potrafią nieraz przytłoczyć. Rozwija się Pani zawodowo, ale także jest Pani matką. Czy w takim razie branża IT jest dobra dla kobiet?

- Oczywiście, choć nie jest łatwe. Branża jest o tyle dobra dla kobiet, że pozwala na dobre zarobki w dobrych warunkach zatrudnienia. Praca zwykle od poniedziałku do piątku, w wielu firmach jest możliwość pracy z domu albo elastycznego czasu pracy. Można przyjść do biura w dowolnych godzinach, nie ma stresu że spóźnisz się 5 min i szef będzie niezadowolony. Jak dziecko się rozchoruje– można się dogadać i na przykład pracować z domu. Ponadto uważam, że kobiety mogą być równie dobre, a nawet lepsze niż mężczyźni. Niestety często nie wierzą w swoje możliwości. Niestety, też wielu wydaje się, że to jest męski zawód, a zupełnie niepotrzebnie. (…) Ja pracuję z dwoma kobietami, które totalnie zmieniły branżę. I to też jest fajne, bo można jeszcze od nich się czegoś nauczyć. Takie osoby mają zupełnie inne spojrzenie na problem i to się przydaje.

Jak więc kobiety odnajdują się w tej zdominowanej przez mężczyzn branży? Czy mają na to jakieś swoje sposoby, magiczne sztuczki i triki?

- Tu jedynym sposobem, żeby się odnaleźć, są pasja, wytrwałość i chęć rozwoju, a co za tym idzie - kompetencje. Jeśli masz wiedzę, doświadczenie, to nikt nie będzie patrzył czy jesteś dziewczyną czy chłopakiem. Liczą się skille, bo jesteś częścią zespołu i masz wspierać zespół w dowożeniu feature’ów, a z odpowiednimi skillami jesteś w stanie pociągnąć ten wóz. Inni to docenią.

Co jest najważniejszą cechą potrzebną, aby odnieść sukces w branży IT?

- Trudno mi powiedzieć, ponieważ to zależy, czym dla kogo jest sukces. Dla jednych jest to zdobycie pracy jako programista, a dla innych bycie prelegentem na konferencjach lub zarabianie ogromnych pieniędzy. Uważam natomiast, że ktoś, kto chce daleko zajść w tej branży, powinien potrafić myśleć analitycznie, być wytrwały, ciekawy, otwarty na rozwój i zmiany oraz brać udział w różnych projektach, bo to uczy bardzo dużo.

Pani Anna zauważa, że najważniejsze przy stawianiu pierwszych kroków branży, jest to, aby się nie poddawać i próbować nowych rzeczy. Warto jest robić coś nawet jeśli nikt tego od nas nie wymaga. Możemy się wtedy nie tylko rozwinąć, ale także stworzyć ciekawe portfolio, którym będziemy się szczycić w przyszłości. Nie ma znaczenia, czy robisz luźne projekty, zadanka algorytmiczne czy hackathony, liczy się samo działanie. Robiąc coś uczymy się najwięcej, a nasza praca nie okaże się nigdy nudna. Powinniśmy więc szukać rozwiązań, a nie kolejnych problemów. W końcu cyberświat wciąż się rozrasta, pozostawiając nowe tajemnice do odkrycia.